Strona główna | Szkoła | Historia | Osiągnięcia | Świetlica | Kronika | Publikacje | Galeria | Biblioteka | Dla rodziców
    Historia szkoły i szkolne życie uczniów
 
Rys historyczny
Budynek
Uczniowie
Nauczyciele
Współpraca
Lata 1918-1939
II wojna światowa
Czasy powojenne
Lata 1985-2001
Lata 2002-2006
Lata 2007-2009
Lata obecne
Dyrektorzy
 
OKRES MIĘDZYWOJENNY 1918 - 1939

     Szkolne życie uczniów zawsze jest podobne. Tornistry, książki, zeszyty, lekcje, przerwy, pisanie, czytanie, liczenie, opowiadanie, recytowanie, rozwiązywanie zadań, - to wszystko niezależnie od czasów, w których się żyje, ciągle się powtarza. Podobne problemy, podobne smutki, podobne radości. Ktoś jest lepszy, ktoś gorszy. I tak, co roku najstarsi opuszczają szkołę, najmłodsi przychodzą. Niby wszystko tak samo, a jednak inaczej. Dużo się mimo wszystko na przestrzeni ostatnich stu lat w szkolnym życiu zmieniło. Zniknęły typowe szkolne ławki, nieco pochyłe i zawsze z dziurkami na kałamarz z atramentem i z podłużnymi rowkami od góry, żeby można było śmiało położyć tam ołówek, pióro czy kredkę bez obawy, że niechcący stoczy się po blacie i upadnie na czarną wytłuszczoną jakimś dziwnym smarem podłogę. Niepotrzebny jest też atrament, bo dawno wyszły z użycia stalówki - stalowe piórka do pisania atramentem zamocowane na końcu drewnianej obsadki nazywanej potocznie „rączką”. Nie ma już przyszkolnych ubikacji, małych, cuchnących budyneczków, brakuje, więc pretekstu do koniecznego wyjścia z nudnawej lekcji by przy okazji załatwiania fizjologicznych potrzeb, pobiegać trochę po szkolnym podwórku. Dziewczynki zimową porą nie gromadzą się w czasie przerwy między lekcjami wokół wysokich kaflowych pieców, żeby rozgrzać zesztywniałe z zimna palce. Piece dawno rozebrano zastępując je grzejnikami centralnego ogrzewania, przy których ręce nie mają prawa zmarznąć nawet w czasie najtęższych mrozów. O tym wszystkim mówią zapisy w szkolnej kronice. Nie są zbyt obszerne, ale też w każdym najmniejszym nawet słowie zawiera się spora cząstka dawnego szkolnego życia. Spróbujmy przy pomocy kroniki cofnąć się w czasie. Najpierw o równe osiemdziesiąt lat, żeby zobaczyć jak dzieci przy szkole w Zelczynie zakładają na wiosnę ogródek kwiatowy. W maju 1922 roku nauczycielka pani Janina Stankiewiczówna z radością obserwuje ich zamiłowanie do kwiatów. Widzi, z jakim przejęciem je sadzą, pielęgnują i obserwują jak się rozwijają. Przystrajają też nimi postawiony w szkole niewielki ołtarzyk Matki Boskiej. A wieczorami chętnie biegają do dworskiej kaplicy, żeby śpiewać pieśni na nabożeństwach majowych. W tym samym roku, 24 maja, wyjechały dzieci z Zelczyny na wycieczkę do Częstochowy. Nie była to łatwa wyprawa. Najpierw furmankami do Skawiny. Tam na stacji kolejowej podstawiono dla uczniów z wielu okolicznych szkół specjalny pociąg, który zawiózł wszystkich do celu wycieczki. Przez dwa dni trwało zwiedzanie miasta ze szczególnym zwróceniem uwagi na słynny klasztor znajdujący się na Jasnej Górze. W okresie międzywojennym każdy kolejny rok szkolny rozpoczynał się i kończył nabożeństwem w kościele parafialnym w Krzęcinie. Po nabożeństwie dzieci przychodziły do szkoły, gdzie czasem, tak jak to było 28 czerwca 1928 roku, odbywał się ich „popis” przy udziale rodziców. Były wtedy śpiewy, deklamacje, występy artystyczne. Rozwiązywano też „na pokaz" zadania rachunkowe. Życie w tych czasach nie było łatwe. Ogromną biedę i trudności dnia codziennego, szczególnie odczuwali najmłodsi mieszkańcy wioski. 5 listopada 1930 był w szkole lekarz powiatowy. Badał dzieci i stan ich zdrowia określił jako dostateczny. W licznych przypadkach została stwierdzona krzywica i powiększenie gruczołów limfatycznych. Za jedną z przyczyn tych zachorowań uznano złe odżywianie, wynikające z powszechnej biedy. Nie dotyczyło to akurat tylko i wyłącznie tego jednego roku. Tak było ciągle. Trochę lepiej w latach względnego urodzaju, a tragicznie w tym czasie, kiedy pojawiały się jakieś losowe czy żywiołowe klęski. W roku 1933/34 założono w szkole świetlicę dla dzieci. Nauczycielka z przykrością obserwowała jak w okresie zimowym starsze dzieci przyprowadzały swoje młodsze rodzeństwo tylko po to, by mieć możliwość kilkugodzinnego przebywania i zabawy w ogrzanym szkolnym pomieszczeniu. Bo na skutek ogromnej w tym kryzysowym okresie biedy, wielu ludzi na wsi nie było stać na to, żeby ogrzać sobie mieszkanie. W większości przypadków przychodziły wtedy do szkoły dzieci nędznie ubrane, głodne i często niezbyt zdrowe. A w następnym roku szkolnym przyszła na tę okolicę klęska powodzi, zaś w ślad za nią czas chorób i niedojadania. Dzieciom szkolnym brakowało wszystkiego -jedzenia, ubrań, i przyborów niezbędnych do nauki. Mimo wszystko i w tych ciężkich międzywojennych czasach nie brakowało również i chwil radosnych. Tak to już w życiu bywa, że im człowiekowi trudniej się żyje, tym bardziej potrafi się cieszyć, nawet z błahego na pozór powodu. I ówczesne szkolne dzieci potrafiły się cieszyć i znakomicie, na swój sposób się bawić. Widać też było chęć do pracy i działania, oraz potrzebę zdobywania wiedzy. Takimi jaśniejszymi momentami w szarej dosyć uczniowskiej codzienności były szkolne wycieczki. Oprócz tej, wspomnianej już wycieczki do Częstochowy, były też bliższe, ale równie atrakcyjne wyjazdy. 2 czerwca 1924 roku zwiedzano przed południem wawelski zamek, a po południu kopalnię soli w Wieliczce. Pojechano pociągiem, do którego wsiadano na stacji w Skawinie (w Zelczynie nie było jeszcze kolejowego przystanku). Jeśli z różnych powodów nie można było zorganizować wycieczki w dalsze strony, to udawano się nad Wisłę, lub do niedalekiego podskawińskiego lasku, którego dzisiaj praktycznie już nie ma, bo na jego terenie pobudowano w latach pięćdziesiątych hutę aluminium i elektrownię. 21 maja 1932 roku okoliczne szkoły obchodziły w tym lasku „Święto Dzieci". Była tam najpierw okolicznościowa pogadanka, a później długotrwała wesoła zabawa. W grudniu 1935 roku udały się dzieci ze szkoły w Zelczynie do powstałego nieco wcześniej kina w Skawinie. Był to ich pierwszy pobyt w prawdziwym kinie. Z filmem jednak zelczyńskie dzieci zapoznały się już dużo wcześniej, bo na przykład 2 marca 1930 roku wyświetlano w szkole bajki, filmy o zwierzętach i takie, które dotyczyły wiadomości gospodarczych. W 1929 roku zaczęto w szkole słuchać radia. Były z tym zresztą spore kłopoty, bo aparat na „kryształ” był tylko jeden. Posiadał, co prawda dwie słuchawki, ale chętnych do słuchania pięknych bajek i interesujących słuchowisk było 55 szkolnych dzieci. Pod wpływem tych słuchanych przez dzieci audycji pojawiły się wkrótce przy niektórych wiejskich chatach radiowe anteny. Aktywność twórczą zelczyńskich uczniów podkreślały wystawiane przy różnych okazjach przedstawiania teatralne. 22 stycznia 1933 roku odegrano w szkole „Jasełka”, z których dochód przeznaczono na zakup kurtyny. 25 Maja 1933 roku dzieci szkolne wykonały trzy sztuki. Ich tytuły to: „Baba Jaga”, „Widmo”, „Wiosna”. Dochód z przedstawień poszedł na prenumeratę „Płomyka”. Natomiast pieniądze zebrane przy okazji przedstawienia „Jasełek” w styczniu 1934 roku posłużyły na potrzeby szkolnej biblioteki. Nie brakowało też w tamtych czasach elementów patriotycznych w nauczaniu i wychowaniu. Zawsze bardzo uroczyście świętowano w szkole w Zelczynie dzień 11 Listopada na pamiątkę odzyskania przez Polskę niepodległości, oraz 3 Maja by wspominać uchwalenie w 1791 roku ważnej dla Polaków Konstytucji. Obchody tych świąt były zawsze połączone z kościelnymi nabożeństwami. Szczególnym wydarzeniem dla całego polskiego społeczeństwa była śmierć marszałka Józefa Piłsudskiego w dniu 12 maja 1935 roku. Również i w szkole w Zelczynie odbyła się żałobna akademia. Dzieci z Zelczyny udały się też furmankami na Wawel, by tam, w krypcie św. Leonarda oddać cześć zmarłemu przywódcy polskiego narodu. Szklana trumna z zabalsamowanym ciałem zrobiła na wszystkich ogromne wrażenie. Był też projekt udziału zelczyńskich dzieci w sypaniu Kopca Piłsudskiego, ale ze względu na trudności z dotarciem na Sowiniec, do jego realizacji nie doszło.

 

Szkoła Podstawowa w Zelczynie, 32-051 Wielkie Drogi, tel./fax.: 012-270-60-21, e-mail: sp@zelczyna.eu