Strona główna | Szkoła | Historia | Osiągnięcia | Prymusi | Świetlica | Kronika | Publikacje | Galeria | Biblioteka | Dla rodziców
    Ważniejsze wydarzenia z życia szkoły w roku szkolnym 2011/2012
 
Archiwum
Najważniejsze
Szkolny teatr
2011/2012
2012/2013
2013/2014
2014/2015
Teatr w szkole
40-lecie szkoły
Szkoła z klasą 2.0
Hej kolęda
Konkurs poezji
Święto rodziny
Matematyka
Teatr 2012
Świnoujście
Nasz piknik
 
A jeżeli szczęście ma niebieskie oczy…

„Na pełne wrażeń spotkanie z niezapomnianymi piosenkami i magiczną bajką pt. Żeby być szczęśliwym, zapraszają dziewczynki z zespołu wokalnego i dzieci z teatrzyku Groszek ze Szkoły Podstawowej w Zelczynie. Spotkanie odbędzie się w sobotni wieczór przy filiżance herbaty i słodkim ciastku 3 marca 2012 roku o godzinie 18.00 w hali sportowej. Zapraszają uczniowie wraz z opiekunami”.
 
                 W hali sportowej (halę będę nazywał, w dalszym ciągu tego tekstu, salą teatralną, bo takiej uległa metamorfozie) jest dość miejsca dla dziesiątek stolików i krzeseł. O godzinie 18.00 zapada zmrok, w sali teatralnej zapalają się jupitery, na stołach płoną kolorowe świece i przymilają się do przybyłych gości słodkie wypieki. Sala cichnie, gdy na scenie pojawia się Pani Danuta Wicher. Słowa, które wypowiada są mądre, głębokie, poetyckie, wywołują spore wrażenie na słuchaczach, więc od tej chwili każdy będzie z uwagą śledził bieg zdarzeń, które rozegrają się tutaj na teatralnej scenie. Rozpoczyna się niezwykły spektakl. Znakomicie dobrana muzyka buduje odpowiedni nastrój.
                Gdzieś daleko stąd i bardzo blisko mieszka w ubogiej chatce pod lasem Staruszek. Nie utyskuje na swą samotność, bo ma Myszkę, Kogucika i Świnkę. To one przynoszą Staruszkowi radość, dają mu to, co najcenniejsze – prawdziwe przywiązanie i przyjaźń. Niestety, Staruszek dopóki je ma, nie zdaje sobie sprawy z tego, co tak naprawdę posiada. Kiedy straci swych przyjaciół, na szczęście tylko na jakiś czas (odda pięknego Kogucika, wesołą Świnkę i przymilną Myszkę za kilka nic nie znaczących przedmiotów!), dopiero wtedy zrozumie, jak straszny popełnił błąd. To przenikliwe przesłanie tłumaczy świat, w którym żyjemy:
 
                „Sens współczesnego życia nie polega na korzystaniu z rzeczy już posiadanych, tylko na dążeniu do posiadania następnych. I tak, ciągle zabiegani, oduczamy się widzieć i czuć. A przecież pragniemy tylko być szczęśliwi, tylko szczęśliwi. A jeżeli szczęście ma niebieskie oczy … albo jest w bułce z masłem, którą mama zrobiła ci na śniadanie? A jeżeli drzemie obok ciebie w wygodnym fotelu … lub nosi krótkie spodenki i wieczorem wdrapuje ci się na kolana …, a jeśli pachnie szarlotką i ma siwe włosy …, a jeżeli…”
 
                To śliczne przedstawienie, którego każdy szczegół dopracowano perfekcyjnie, zachwyciło widownię, uwiodło zmysły. Jakże cieszył oczy Kogucik, jego niezwykle bogaty i barwny kostium, jak ów Kogucik fantastycznie puszył się, chodząc po podwórku i jak przekonywująco piał, stojąc na płocie. A uśmiechnięta Świnka, a maleńka, szara Myszka – czyż nie rozbrajały swą delikatnością i wdziękiem? Popis gry aktorskiej dali też inni. Słusznej postury Staruszek z białym jak mleko wąsem, w kapeluszu przykrywającym poprószone siwizną włosy, podkreślał swój podeszły wiek statecznymi gestami i powolnym chodem. Rewelacyjny był Handlarz, w chałacie i w wielgachnym, złotym kapeluszu; doprawdy mały-wielki człowiek, bo tak sugestywnie potrafił grać mędrca – to jest kogoś, kto wszystko wie o naszych potrzebach – i wszystko umiał sprzedać, nawet te niepotrzebne przedmioty, którymi wypełniony był wózek. A i Osiołek zaprzężony do tego wózka, też miał coś istotnego do powiedzenia – jakże wyraziście i śmiało wykrzykiwał podstępną treść reklamowych haseł. Niebagatelną rolę odegrało także skrzypiące kółko w wózku Handlarza. Słyszało się to skrzypienie już z daleka, a było jak złowroga wróżba, zapowiedź katastrofy. Ciarki leciały po grzbiecie na dźwięk tego skrzypienia. Fenomenalny detal! No i ta para klaunów! Kiedy pojawili się w bocznych drzwiach sceny, wszystkie oczy zwróciły się w ich stronę. Oczy się śmiały, a głowy kręciły z podziwu na widok tak doskonałych kostiumów, tak idealnie dopasowanych aktorów do ról i tak znakomitej gry.
Na osobną uwagę zasługuje oryginalna choreografia. Ten smutny, kołyszący się las, który w pewnej chwili zatrzymuje Staruszka, by mu powiedzieć słowa gorzkiej prawdy, wiatr przechylający gałęzie drzew, szeleszczące liście, zmieniające się kształty, migoczące jesienne kolory – to taneczny popis, pełen artystycznego wyrazu.
                Sztuka kończy się szczęśliwie i tylko żal, że czas tak szybko minął. Rozlegają się gromkie brawa, a kiedy cichną, pojawiają się na scenie wokalistki i szkolny chór. Wśród solistek szczególne uznanie zdobywa Ola Żmuda, której występ jest zaiste porywający.
                I już wydawało się, że program zbliżył się do samego końca, gdy tymczasem popłynęła z głośników melodia nostalgicznej piosenki. Z niej niejako wyszła, ukazując się na scenie, postać Małego Księcia w ślicznym płaszczu i złocistej koronie. Zasmęcony, szedł wolno przed siebie i ciągnął przywiązany do sznureczka wózek z jakimś malutkim bagażem. Przystanął na chwilę, podniósł opuszczony wzrok, a następnie zaczął z uwagą przyglądać się swojemu bagażowi. I oto – wolniutko, wolniutko maleńki sakwojaż w kolorze czerwieni zaczął przemieniać się – w prawdziwą różę!
                Mały Książę Antoine'a de Saint-Exupéry to jedna z tych magicznych książek, która się nie starzeje, która nam towarzyszy w naszej wędrówce przez życie i do której wciąż dorastamy, odczytując ją w każdej porze życia na nowo.
Więc szczęśliwy Mały Książę poprosił do tańca swą różę. Uśmiechali się do siebie w tym delikatnym, trochę podniebnym tańcu – bo tak bardzo poruszył widzów; Mały Książę nawet podrzucił w górę swą radosną różyczkę, pochwycił ją – a wszystko działo się w ogrodzie pełnym róż. Otoczeni żywym, różanym pierścieniem, wnet poczuli opadające płatki kwiatów na ich zadziwione buzie, a widownia wstała z miejsc i trwała tak w ciszy, w zauroczeniu, zamyśleniu, olśnieniu…
Na zakończenie wzruszona Pani dyrektor w pięknych słowach dziękowała wszystkim, którzy przyczynili się do stworzenia tego spektaklu marzeń – wyzwolił on bowiem tyle niezwykłych emocji. Była z całą pewnością wyrazicielką tych, którzy mieli szczęście oglądać ten program.
 
„Praca nad spektaklem, przygotowania do niego trwały około dwóch miesięcy. Jak zawsze wszystkich ról dzieci uczyły się w szkole i robiły to wyjątkowo chętnie. Zabawa w teatr wciągnęła ich na całego.
Dzieci bardzo przeżywały swój występ i bardzo się starały zagrać najlepiej, jak tylko można. Mateusz (Kogucik) mówił po przedstawieniu: - Na początku to tak się denerwowałem, że się prawie cały trząsłem, ale jak wyszedłem i powiedziałem kilka słów, to nagle poczułem się tak pewnie, że aż się wyprostowałem i potem już było łatwo.”
 
Są takie chwile, które zapadają głęboko w pamięci. Na co dzień są od nas oddalone – egzystują przecież w platońskim świecie wzniosłych idei. Często nas omijają z naszej winy, ale kiedy je już spotkamy, otrzymujemy zupełnie gratis coś absolutnie bezcennego. To może wydawać się zaskakujące, ale mogliśmy doświadczyć takiej właśnie chwili w naszej szkole, wydawać by się mogło w zwykłą, marcową sobotę .


Zenon Michalski

Szkoła Podstawowa w Zelczynie, 32-051 Wielkie Drogi, tel./fax.: 12-270-60-21, e-mail: sp@zelczyna.eu